— Rzuć, głupi, bo krost na głowie podostajesz.
A Ciamara oznajmia z powagą:
— Ja cały czas byłem przy panach.
Jeszcze by też: mało się strachu najadł, gdy wczoraj zginął w lesie.
— Proszę pana, a jak dwóch jednego grzyba razem zobaczy, to kto go ma wziąć? — pragnie ktoś rozstrzygnąć zawiłe prawne pytanie.
— A Bednarski to taki oszust. Znalazłem prawdziwca, on powiedział, że to szatan; jak ja rzuciłem, to on wziął i potem się śmiał, po co rzucałem.
— A ja Piechowicza chcę podać do sądu, bo on się rzuca grzybami w oko.
Jeszcze i jeszcze powraca ktoś ze spóźnionych.
— Wszyscy są?
— Wszyscy.