— A dwa lata temu aż trzy dziewczynki zabłądziły.

— A Tomek Subocz, jak był mały, zabłądził w Warszawie i w cyrkule u stójkowego nocował.

A Stefan z okna wypadł; innego mama tasakiem w rękę uderzyła, jak drzewo na podpałkę rąbała. Zdzisiowi raz węgiel upadł na palec, aż mu się paznokieć urwał. Janek z huśtawki spadł na Saskiej Kępie. A Wojdak szkłem od kałamarza tak się skaleczył, że mu palec wisiał na skórze, ale potem przyrósł, tylko jest znak teraz.

Wszyscy ciekawie oglądają znak na palcu Wojdaka i każą mu kiwać palcem, czy się rusza.

— Kiwnij jeszcze raz! — proszą. — Ja jeszcze nie widziałem.

Ale Wojdak kiwa tylko starszym chłopcom, bo dla malców się nie opłaci, bo i tak się na tym nie znają.

Gadu, gadu — a Ciamary nie widać i nie widać.

— Pewnie go wilki zjedzą.

— Eee, wilków to w lesie nie ma. Ale jeden chłopak z grupy C trzy sarny widział; i nie uciekły.

— A jakże: sarna od małego dziecka ucieknie.