I pomyślcie tylko — wróg kobiet tym razem miał jednak słuszność. Ciamara wrócił — i nie panowie go wcale znaleźli, a sam84 wziął i wrócił.

Gdy Ciamara dostał od swojej pary chleb i jajka, poszedł zbierać grzyby. Potem jeden chłopiec powiedział, że wie, gdzie są trzy małe grzybki, ale ich nie chciał zrywać, niech przez noc większe urosną; a drugi znów chłopiec powiedział, że nigdy w lesie nie zabłądzi, chociaż lasu nie zna, bo kieruje się słońcem; jak ma po prawej stronie słońce, zagłębia się w las, a jak po lewej, znaczy, że wychodzi z lasu.

Ciamara wziął słońce z prawej strony i poszedł szukać trzech małych grzybów. Najprzód spotykał chłopców, potem nikogo nie widział. Ale się nie bał, tylko usiadł i czekał na trąbkę. Potem mu się znudziło siedzieć i znowu szedł, ale już nic nie wiedział; zaczął płakać, bo zobaczył jakieś górki, a z tych górek szedł czerwony blask. Potem zdawało mu się, że słyszy trąbkę, ale bał się iść, bo nie wiedział dokąd. Więc ukląkł pod drzewem i zaczął się modlić, żeby go Pan Jezus wyprowadził z lasu. I zaraz usłyszał znowu trąbkę, i zaczął iść bardzo prędko, ale się widać omylił i wyszedł nie do panów, a na szosę85.

Usiadł na kamieniu przy szosie, bo nie wiedział, w której stronie kolonia86, więc czekał, żeby się kogo87 zapytać.

Przechodził pastuch, nie chciał od razu powiedzieć.

— A co mi dasz, jak ci powiem?

— Nic nie mam — mówi Ciamara. — Tylko chustkę do nosa.

— To daj chustkę do nosa.

— Chustki do nosa nie dam, bo kolonijna, to by się pan gniewał.

I dobrze, że nie dał chustki, bo później szli ludzie z sierpami i zaraz poznali, że Ciamara zabłądził.