I tu, jak w Michałówce, o ile sam obiad nie dostarcza ciekawego materiału do rozmów, gawędzi się o rzeczach postronnych:
Że w szkołach chińskich nauczyciel bije uczniów w pięty, że najlepszy stopień jest rzymska piątka, że dawniej ludzie byli jak pierwsze piętro, że jedna pani miała w nosie ząb.
Czasem zagadkę kto89 zada:
— Co to za zwierzę, co ma cztery nogi i pierze?
— Człowiek — zaryzykował powiedzieć ktoś ot, na chybił trafił.
— Idź, głupi, żebyś powiedział: ptak, toby się jedno przynajmniej zgadzało.
— Łóżko — zgaduje ktoś dobrze i rozpoczyna się spór, czy zgadł, czy dawniej już wiedział — że łóżko nie ma pierza, tylko poduszka, że łóżko wcale nie zwierzę.
To znów chwali się który90, że wie, kiedy urodził się Jan Sobieski i Tadeusz Kościuszko i jak będzie po francusku kapelusz i dziękuję...
Czasem zamieniają się chłopcy jedzeniem.
— Ty mi daj buraczki, ja ci dam mięso.