On zbliża się do twego stolika: ty dalej go nie widzisz.
On mówi do ciebie: ty go nie słyszysz.
On trąca cię w łokieć: ty czerwienisz się i wołasz z wściekłością.
— Idź pan do stu diabłów. Nie przeszkadzaj mi pan.
Zdumienie.
— Co??? — pyta zwierzchnik.
Zrywasz się, bledniesz, i wołasz głosem komicznie drżącym:
— Ach, to pan. Przepraszam... Ale doprawdy... Bo ja sądziłem, że to który z kolegów... Ach, taka nieuwaga... Pan przebaczy... Ja byłem pogrążony w pracy.
Zwierzchnik twój doznaje sprzecznych uczuć: podwładny go obraził, ale zupełnie nienaumyślnie. Szlachetność zwycięża.
— No nic, nic, nie gniewam się. Tylko na drugi raz proszę o trochę uwagi.