Robisz minę człowieka, który ze snu letargicznego obudzony został uderzeniem pioruna i pragnie zapaść się pod ziemię.

Zwierzchnik wchodzi do swego pokoju. Koledzy się śmieją. A ty najgłośniejszym głosem wołasz:

— Czego się śmiejecie? Każdemu się to może przytrafić. Gdyby nie szlachetność (jak można najdonośniej), gdyby nie wyrozumiałość i szlachetność szefa, ja bym za to głupstwo mógł osiąść na bruku84. To nie śmieszne.

Po upływie kwadransa wchodzisz do gabinetu zwierzchnika.

— Cóż pan powie?

— Przychodzę jeszcze raz prosić pana o przebaczenie.

Zwierzchnik będzie sobie uważał za punkt honoru udawać, że nic nie pamięta:

— Za co pan przeprasza?

— Że tak niegrzecznie się odezwałem.

— Kto? Ach głupstwo. Może pan być spokojny: użytku z tego nie zrobię.