— Ale mnie to spokoju nie daje.

— No, na to już ja nie poradzę.

Wychodzisz z miną niezmiernie strapioną...

Możesz być pewien, że twój „kawał” opowiadany będzie przy kolacji, że naczelnik pamięta już nawet twoje nazwisko.

3. Zbliża się godzina obiadowa... Znajdujesz sobie taką pracę, która cię o kwadrans dłużej zatrzymuje w biurze. Ze względów etycznych powinieneś czynić to czasem i wtedy, kiedy nie ma żadnych danych, by naczelnik mógł cię zauważyć.

4. O wypadku swoim powinieneś opowiadać przez cały dzień wszystkim, kogo spotkasz czy na ulicy, czy w ogrodzie, czy w cukierni. Powinieneś wynosić pod niebiosy dobroć i ludzkość swego zwierzchnika. Można nawet posłać do mieszkania jego wiązankę kwiatów z napisem: „od bezimiennego, wdzięcznego i całą duszą oddanego”. Może się domyśli, od kogo, a wreszcie: kto nie ryzykuje, ten nic nie ma.

Można w biurze samym puścić się na sentymentalną dysputę o przyjaźni, mówiąc dwuznacznikami, omówieniami, w rodzaju:

— Czasem człowiek, nie wiadomo dlaczego, tak się przywiąże do kogoś, kto nawet o tym nie wie, że życie oddałby za niego. I to właśnie najwyższą sprawia mi rozkosz, że ten umiłowany nic o tym nie wie.

Na naczelnika patrzeć należy z niemym podziwem, uwielbieniem, śledzić każdy ruch jego, „nieświadomie” naśladować jego chód, sposób wycierania nosa, marszczenie brwi.

Jeśli się zwróci z pytaniem lub uwagą, nawet pochwałą, należy być zmieszanym, zakłopotanym w najwyższym stopniu.