Ludzie zawodów tak zwanych wyzwolonych, ludzie o szerokim zakresie działalności — nie umieli skrzesać z siebie bodaj iskry zapału dla swego zawodu — martwe maszyny, bo za wrzuceniem honorarium — wyrzucali ze siebie, wprawdzie nie pudełko landrynek, jak automat, ale receptę, powieść, poradę prawną, plan — szemat111 domu. I ani skry natchnienia, tfu! bodaj zapału, tfu! bodaj uczciwego zadowolenia, tfu! bodaj uczciwości zawodowej!... Oj, czy nie za daleko się posunąłem... Nieprzejednanie w formie zadzierania z całym światem i robienia sobie wrogów już zastawiłem w lombardzie życia, choć jeszcze płacę procenty — może wykupię.
Nie chcę twierdzić, by u nas postęp dlatego takim nadwiślańskim (kolejowym) krokiem się posuwał, że nie ma w nas umiłowania zawodu lub chęci do pracy w ogóle — bo ja zastawiłem w lombardzie życia chęć wszelkiego twierdzenia kategorycznego. Bądź co bądź, podejrzliwie patrzę na tych pracowników licznych, którzy z westchnieniem mówią o swej pracy. Choć to nikogo do niczego nie obowiązuje.
Nota bene — znam bardzo zamiłowanego w swym zawodzie roznosiciela gazet: jest szczęśliwy. Wolałbym być nim, niż sobą.
List otwarty
Biedna panno Pcipci!
(Pcipci — zdrobniale od — Irena).
— Więc nie bawią już pani wycieczki, teatry amatorskie ani reuniony112?
Uuu, to źle.
A pani dusza jest już jak koks?
Uuu, to bardzo źle.