— A cóż ja miałem robić?

— Reagować na zniewagę, na obelgi...

— O, ta... ta... ta... Reagować!... Byłby mnie jeszcze więcej zwymyślał... Przecież chciałem mu odpowiedzieć, to odpowiedział, że się nie umiem zachowywać.

A ten, panie, chłystek, gołowąs, panie:

— Ja do pana nie mówię.

Dopiero jeden wstał i mówi:

— Panu się zdaje, że to tak można. U nas o dymisję nie tak znowu trudno, a o nową posadę za to — to trudno.

— Więc, zdaniem pana, należy sobie pozwolić w gębę pluć?

— Pluć nie pluć, ale jak kto ma żonę i dzieci...

— Tym bardziej, jak kto ma dzieci — powiada młokos.