— A mam. Chłopak ma już sześć lat, dziewczyna cztery, no, i to, co będzie. A troje umarło.

— Aha... Więc troje umarło. No, a te, co żyją, to pewnie są kelnerami — co?

— Skąd znowu? Najprzód, że są jeszcze małe. A po drugie, to już wolę, żeby były, czym chcą, tylko nie w tym obowiązku.

— Jak to, „w tym obowiązku”? A czymże mają być?

— Albo ja wiem? Chłopak chętny do nauki.

— Do nauki — powiadasz?

— A tak. Już dobrze składa litery. Dobrego ma nauczyciela.

— Twój chłopak ma nauczyciela? Co też ty mówisz?

— Cztery złote groszy dwadzieścia na miesiąc mnie kosztuje.

Łyżeczka wysunęła mi się z ręki i z brzękiem padła na marmurowy blat stołu.