Och, jaki długi był ten dzień. Każda godzina długa. Trudny był to dzień.
Musiały iść daleko. Mama zmęczona. Gorąco. Wszystko przez nią.
— Czy to tam?
— Nie. Druga wieś. Następna.
Zdaje się, że blisko, a trzeba iść i iść. Chce mówić, rozmawiać jak zawsze — nie może. Idą obok, jakby się gniewały.
Może nie należało się upierać? Trzeba było zostać? I co będzie z dyżurem, kto talerze zmyje? Kto będzie dzieci kąpał dziś wieczorem?
— Mamo, gniewasz się na mnie?
— Na siebie się gniewam, że niemądrze tu gospodaruję.
— Ale wszystko przeze mnie; tylko jesteś dobra, więc nie chcesz się gniewać na mnie.
— I nie chcę, i nie mam za co. Nic złego nie zrobiłaś. Kiedy człowiek zrobi nawet coś złego, to dlatego że nie wiedział albo nie umiał inaczej.