Chwile — wieki historii jednego istnienia.
Już wie.
Są duchy dobre, zaklęciem krzyku można je przywołać — dziecko ucisza się, słysząc znajome kroki — zapowiedź, że nad samotnością jego pochyli się ciepła, znajoma chmura — i koi, daje, syci, żywi — miłosierna — kto? — matka.
Bada swój głos, własny udział w chórze dźwięków. Kto oni, skąd, odkąd oni, gdzie ja???
Bada własne ręce, zrazu też obce cienie — niekarne, nie rozumiane — częste — bliskie — znajome. Ukazują się — giną — błądzą — gubią się — nie ma — szuka wzrokiem, goni słowem, wzywa, prosi — ma, ssie — ogląda — mówi do nich: aba, abba, adia, atia, eggge.
Nie wyręczy go nikt (nie zastąpi). Musi samo. — Pozna. Cudowne narzędzie, które trzyma, broni, przygarnia i odtrąca — pozwoli walczyć, władać. Wyciągnie je świadomie ku światu — paa, paa — poznać go — łaskawy — groźny.
Długie prowadzi rozmowy — śledzi — zadaje pytania. Myśli — myśli — myśli... Aż nadejdzie chwila uroczysta twórczego natchnienia, gdy niepewne zrazu, jaśniej, śmielej — i wie, już raz na zawsze wie: cień ręki, którą widzę (to jedyne posłuszne i moje) — to ja!
O pokorę wzywam dla jego wysiłków o zwycięstwo. Nie bawi się astronom, przebiegając bezkresy. Nie bawi się bakteriolog, śledząc poruszenia życia pod drobnowidzem209. Nie bawi się podróżny, żłobiąc w skale drogę ku nieznanym szczytom. Nie bawi się niemowlę, badając nieznany świat swych rąk, odległe lądy nóg. Zasłuchane we własne gaworzenie, to inne dziwne ja, którego nie widzi, nie może ująć, a przecież ważne, by powiązać się z życiem, które bieży, działa, dąży poza nim, ma obce nakazy i zakazy, racje i przymusy.
Słowo? Nie łudź się. I ono zawodzi i zwodzi. Wyjaśni niejedno, ale i zmyli (batoży i rani).
Samotne słowo twoje, dziecino — tylko ty jedno je rozumiesz tak, jak wiesz i czujesz, jak chcesz. Nieczęsto trafi, gdzie należy, a często zawiśnie w próżni.