Było tak, jakby nie przymierzając wpadł na zamek królewski pastuszek, zmyliwszy straże — i przed tron — i woła: „Pomóż, bo mi gadzina223 w szkodę wlazła”. I to nie; wyrwał się tyci pędrak piastunce i do króla: „Tatu — szczeniaczkom otworzyły się oczy — widzą”. Albo wróbel przez otwarte okno — na berło siadł, czyści dziób, kręci głową i ćwierka, śmieszny. Nie rozumie — no — nie zdaje sobie sprawy (a wróbel nie jest stworzony na podobieństwo człowieka). Zamiast wróbla, mógłbym nawet: „motylek”, ale niezręcznie mi jakoś sięgać po taką paralelę.
Nie — nie. Nie speszyłem się. Tak jakoś po prostu, wierzaj, ani reprezentacyjnie, ani prestiżowo, zwyczajnie, hyc! i już, bez zameldowania, bez poczekalni, woźnych, schodów, klamek, korytarzy. Do byle urzędu więcej korowodów. Mówiłem przecież — już — łatwo — jestem. On i ja — jesteśmy. On i ja — zestawienie bądź co bądź, każdy przyzna, co nieco i jak by tam nie było — kontrast, dystans i proporcja. Ale co poradzę, kiedy właśnie tak?
Co dalej? Sposobność i pro publico bono224. Zapewne, należałoby jakoś inaczej. Ale ja bez wstępu i inwokacji — tak, z prosta:
— Niedobrze, dobry Boże, i głupio — (powiadam) — nieswojo, siarczysty bałagan.
Sam nie wiem skąd, dlaczego tak nagle dosadnie, wulgarnie, obcesowo. Ale stało się. Było tak. Tak czułem, nie inaczej. Lekarz zajrzał łyżeczką do gardła — nalot, rozpoznanie: angina. A ja: „bałagan”.
On ani groźnie, nawet nie zdziwiony, tylko tak jakby:
— Wiem. Co dalej?
Nie byłem przygotowany i prawdę mówiąc bez upoważnienia; bo niby w jakiej roli, z czyjego ramienia? Ale nic. Ośmielony, już to bliżej rozwijam.
— Tak i tak. Nie ma zgody. Ludzie żrą się. Uzbrojeni. Wilkiem patrzą. Armaty, torpedy, gazy i gazety. Więc protest, rezolucja, groźby, ujadanie. Bezdomni. Bezrobocie. Golizna — w kieszeni stale, a na plaży w sezonie. Dezorientacja. Bunt młodzieży. Niepewność i nieszczerość. Szwy pękają, rozłazi się. Człowiek jakby zawiany, zawiedziony, psychicznie mortus225 — parcjalnie226, totalnie, globalnie. Nie. Niedobrze.
On nic. Czeka, patrzy. Pragniesz wiedzieć, jak patrzy? Mniej więcej tak, jakby przez utramikroskop na bakcyl227 niezłośliwy, naiwny, niechorobotwórczy, pogodnie, łagodnie, badawczo, życzliwie.