Gniewać się, a krzyczeć — to nie to samo. Zbeształem cię zaraz — bo trzeba było prędko, na gorąco — dla przykładu, dla innych, dla zadośćuczynienia poszkodowanemu, bo zmusiłeś go do bójki, wplątałeś w nią i złamałeś ołówek. Powiedziałem właśnie: „Bandytyzm, gangsteryzm, kid-(ołówko)naperstwo258”. Tak. Tupnąłem nogą, pięścią w stół, spełniłem swój administracyjny — uważasz — obowiązek. Skrzyczałem. Ale gniewać się? Cóż ty? Nie dość, że forsuję gardło, mam jeszcze nerwy targać? I na kogo? Gniew? Dobry jesteś chłopak. A gniew rezerwuję na ważniejsze rzeczy. Obraziłem w pośpiechu. Powiedziałem: „Ach, ty hyclu jeden!” Ano cóż? Czyściciel miasta: psy łapie, ale nie ołówki. Obraziłeś się — honorowy! Ale na honor trzeba zasłużyć, na honor (to nie cukierek!) trzeba zapracować. A ty — wczoraj bójka, że dyżurny nie wpuścił ciebie do klasy, dziś — że ci nie dał ołówka. Właśnie. I atrament.
Nie gniewam się, pomóc chcę, współczuję, wyjaśnić chcę, poradzić — ooo!
Powiedziałeś: „Jak na kogo jestem zły, to się na drugim odbijam”. Tak robi co najgorszy fornal-parobek: odbija się na koniu, bo go ekonom sponiewierał. Co koń winien? Masz zmartwienie — poradzę.
Przekonałeś się, że pożyteczne, skuteczne są moje rady i wskazówki? Że kto posłuchał się, nie pożałował? A może zła była w tym roku na przedstawieniu korona królewska? Nie chwalę się, ale w zeszłym roku spadła z głowy i publiczność śmiała się z króla... Albo mówi mi, że nie ma marki259 z łabędziem? A szczudła, a sanki? Albo bańki mydlane? Jakie były wasze bańki? Małe, bez kolorów i zaraz pękały? A moje do drugiego piętra? Cóż? Dawno żyję, więcej koron królewskich widziałem i baniek mydlanych. Ale nie — to nie. Nie myślę leźć, narzucać się natrętnie. Hii.
Ale... Rozmawiałem z nim. Wiem, proszę cię. Już wiem teraz. I przypomnę ci. Bo jedno zdało mi się niejasne i dziwne w tej całej sprawie. Dlaczego on nie chciał ci dać ołówka na chwilę? Toć go znam: chłopak porządny, dobry kolega. Więc dlaczego? Aha! Okazuje się, że przed świętami (pamiętasz?) pożyczył ci gumkę. Też nie miałeś, też była ci potrzebna. Wtedy pożyczył. Dał. Tak. A ty co?
U nas dorosłych przyjęte w takich razach: „dziękuję”. Ty nie. Wiem: „Phi, za byle głupstwo dziękować, łaska wielka!” Nie głupstwo, tylko ołówek, gumka; nie łaska, ale przysługa. Mniejsza zresztą. Ale co? A to, że jeśli pożyczyłeś, powinieneś zwrócić, oddać. Tak. Pożyczyć i nie oddać to coś pośredniego między: wymanić260 i ukraść (pętak, oszust). Dał, zaufał. A ty, proszę cię, wtedy nie tylko gumki nie oddałeś (przed świętami), ale jeszcze z pyskiem na niego: „Coo, czego chcesz, jaka gumka, nie wiem — położyłem, nie mam, ktoś wziął — szukaj sobie. Przyczepił się jak smoła261!” Aha? Smoła? Dobrze. Poczekaj. Stracił przez ciebie gumkę. Nie chytrus, nie smoła, tylko dba. Niedbaluch zapomina, gubi, łatwo mu przychodzi. On nie: ojciec pracuje, kupił, miał, nie lubi od innych pożyczać. Chce mieć wszystko w porządku. A ty? Teraz znów (w bójce) urwałeś mu kieszeń i guzik. Kto winien? Wiesz już teraz, dlaczego nie chciał ci dać ołówka? Hę?...
Awantura z dyżurnym? Chcesz wejść do klasy, dyżurny nie pozwala. Szarpiesz za klamkę, kopiesz w drzwi, walisz, plujesz przez dziurkę od klucza. I znów — obrażony — ty masz słuszność! „Bo dlaczego innym pozwala? Bo wszystkich wpuszcza, a mnie nie”. Przesada: nie wszystkich wpuszcza. „Pozwala, komu chce”. No tak. Zapowiedziano: przed dzwonkiem klasa powinna być pusta. Ale ktoś chce na chwilę, zapomniał coś ważnego. Przykro odmówić. Wyjątkowo — na chwilę. Ale dyżurny odpowiada, jeżeli coś zginie. Dyżurny odpowiada, jeżeli hałas, nieporządek w klasie. A co zrobi, jeżeli wejdziesz i nie zechcesz potem wyjść? Musi ufać, a pięścią i śliną nie zdobywa się ani honoru, ani zaufania. Nieprzyjemnie ujadać się, ale to jego obowiązek urzędowy.
Nie chciał wpuścić? Też zapomniałeś, ale on pamięta. Przypomnę ci. Rzuciłeś papierek. Powiada, że nie wolno śmiecić. A ty co? Nie podniosłeś papierka, tylko: „A ty od czego jesteś?” Takie twoje zarządzenie i prawo, że wszyscy, a może tylko ty jeden masz prawo śmiecić, a dyżurny ma obowiązek zbierać. Prawodawca znalazł się — śmieciarz! Nowe. Bo ja o niczym podobnym nie słyszałem.
Sprawa sporna? Kto ma słuszność — ty czy on? Zwróć się do wychowawcy. Ty: nie. Nie chcesz, nie lubisz skarżyć się. Bardzo piękna zasada. Więc ustąp. Nie: ty chcesz zmusić. Bijesz, kopiesz. Ciebie nie obowiązują przepisy — możnowładca, oligarcha, wyjątek...
Ale teraz do rzeczy. To już było i przeszło — ważne, co i dlaczego było — ważniejsze, co będzie. A pani chce wezwać rodziców.