Otóż zauważyłem, że jesteś smutny. Uważaj: nie zły, tylko smutny. Coś ci dolega, niepokoi. Mówią: robak gryzie.

A skąd wiem? Hi, niby to człowiek to tylko wie, co mu powiedzą? Owszem, mam uszy — słucham, słyszę, wiem. Ale mam też i oczy — widzę. Patrzę, przyglądam się. Znasz litery, umiesz czytać, wiesz, co w książce napisane? A są takie litery, że możesz czytać w człowieku, ooo! Smutny jesteś! Dobry chłopak, ale smutny. Tak.

Stałeś raz na korytarzu koło okna, pogrążony w myślach — no i stoisz tak, i dłubiesz w nosie. Zawzięcie w nosie dłubiesz. Ważny objaw rozpoznawczy. Stoisz tak smutny, zgaszony, przegrany, nie bawisz się — sam.

Już nawet wtedy chciałem zapytać się, rozmówić. Ale myślę: nie, poczekam jeszcze. Bo widzisz, człowiek skryty (a ty właśnie taki jesteś) nie chce, nie lubi, ukrywa swoje troski i kłopoty. Usunie się gdzieś w kąt, żeby nie zauważyli, że smutny, albo nawet udaje wesołego. Co mają go wypytywać albo pocieszać? Nie chce kwasić ludziom radości swoją bolesną mordą skrzywioną, obolałą.

(...Niech wiewiórka skacze wesoło, chociaż mnie brzuch boli, niech gołąbek grucha, a słoneczko świeci...)

Taaak.

Lew zaszyje się w gąszcz, tam liże swoją śmiertelną ranę. Ty tak samo. Twoja sprawa.

Uważaj: chętnie gotów ci jestem służyć radą i pomocą. Rozumiesz: służyć (jeśli chcesz). Człowiek, kiedy zły, oskarża wszystkich i mści się — niczego się nie nauczy. A ze smutku płynie doświadczenie, nauka. Rozbijać się i odbijać na innych, bo zły jesteś? Nie, na to nie mogę pozwolić. Ale pomyśl: nie zły jesteś, tylko smutny. Uchyl rąbek twej tajemnicy. Przyjdziesz jutro, powiesz? Ja pomyślę, a później może coś uradzimy. Bo trzeba to jakoś przecież...

Stary Doktór

„Antena” 1939, nr 8 z 25 II