Masz troski materialne

Mmm... Lekkomyślny jesteś chłopak. Ale przekonasz się, że stało się dobrze. Dobrze, że zaufałeś i zwierzyłeś mi swoją tajemnicę. Sprawa skomplikowana, położenie twoje ciężkie, ale nie beznadziejne.

Teraz już wiem, dlaczego awanturowałeś się. Żyłeś nad stan, za wiele wydawałeś pieniędzy, wpadłeś, zawikłałeś się w długi, a teraz napastują cię, szarpią wierzyciele. Tu winien jesteś pięć groszy, tu piętnaście, tu dziesięć (sam nie pamiętasz już nawet, komu ile).

Wujek dał ci złotówkę. Sumka nie do pogardzenia. Mogłeś wyplątać się. Ale zdarza się, że kto ma słabą głowę, nie ma doświadczenia, a tu mu nagle taka suma, wielka fortuna — zamroczy go, zbaranieje.

Powiadasz, że i przedtem już zbierałeś marki, znaczki pocztowe? Ktoś dał — zamieniałeś, wygrałeś, kupowałeś też. Bieżące wydatki: zeszyt, stalówka262. Budżet skromny. Wiązałeś koniec z końcem. A album? Lokowałeś w markach drobne oszczędności. Nie trwoniłeś.

Powiadasz (słusznie): i tobie też są winni, i nie oddają. I ty dajesz na kredyt: są ci winni za Chiny, za Kanadę, za kolonie francuskie. Rozpożyczyłeś też nieoględnie. Tych trzydzieści trzy grosze ja, trust263 mózgów, uznałem za kapitał zamrożony. Tak mówią. Nie płynne trzydzieści trzy grosze, ale lód.

Zapisałem dokładnie, o tu, masz — twoja jedna tylko nieoględna transakcja. Za dwadzieścia pięć groszy kupiłeś następujące obiekty: stłuczony termometr, sześć wypalonych różnokolorowych świeczek choinkowych, trzy pocztówki (dwie historyczne, jedną przyrodniczą), monetę zagraniczną, czternaście znaczków pocztowych (tylko cztery coś warte). Mmm. Tak? Dołożył jeszcze ciemne okulary i zgniecioną piłeczkę pingpongową (myślałeś, że można wyprostować w ciepłej wodzie, ale była pęknięta). Kiedy skarżyłeś się, że oszukał, dołożył złote kółko od żarówki i sprężynę od czegoś. Przyznałeś mi słuszność: sam widzisz, że cały ten kram — to właściwie śmiecie. Dużo, tanio, okazyjnie, ale — śmiecie, niepotrzebne.

Jeden kupuje, co potrzebne, a drugi, co mu wmówią, wkręcą, co się zdarzy.

Okulary od słońca? Wyjedziesz w lecie na wieś?... Daj spokój: do lata połamiesz, zgubisz. Świeczki? — Wyjąłeś knoty (do czego, po sezonie?), ulepiłeś z nich kulę, trzymałeś w kieszeni — brudne, tłuste — dałeś chłopcu małemu na podwórku, żeby pozbyć się. Moneta — rumuński miedziak? — chyba do gry w klasy; ale też zgubisz do lata. Pocztówki niepotrzebne, wysmolone. Znaczki — zgniecione kancerówki. Zapłaciłeś gotówką, połakomiłeś się, że dużo.

A tu znów (magnes!) znęciły cię dogodne warunki: zaraz tylko pięć groszy, a dziesięć później, kiedy będziesz miał. Zgodził się. „Kiedy będę miał”. — A ty na jakie takie wpływy liczyłeś? Miałeś potem cztery grosze, też nie dopłaciłeś.