Myślę: dziwny wyraz — opieka. — Skąd wziął się, kto tak wymyślił? — Dlaczego? — Czy dopiekać trzeba i przypiekać, żeby porozumieć się i uzgodnić?
— Proszę pana, czy są smoki?
— Nie sądzę.
— Czy były?
— Nie wspominają o nich historycy; były przedpotopowe zwierzęta. — A potop był? — Różnie bywało. — A może jest smok na nieznanej wyspie? — Wątpię: za bardzo już świat przeszukany przez człowieka.
— A jak to się rośnie?
— To długa historia: może opowiem kiedy wieczorem?
— Czy żaba może mieć katar? — Czy jeżeli spojrzeć na błyskawicę, to można oślepnąć? — Czy rekin silniejszy, czy krokodyl? — Czy są trujące drzewa? — Czy jeszcze daleko do miasta?
Lądujemy. — Polanka. — Bułka z twarogiem. — Zabawa w dwa ognie. Mała zrywa kwiatki: bukiecik dla mamusi. (Szkoda, że nie ma nitki, na szczęście jest sznurek). — „Może kilka listków dodać do bukietu?” — Nie chce. — „Spróbuj”. — Spróbowała. — „Ładnie? — Zdaje się, że tak”.
Wyrzucili przedszkolaka z zabawy, bo przeszkadzał i mało piłki nie utopił. — Siedzi smutny. Zobaczył mrówkę i zasypuje ją piaskiem: „Czy ja ją męczę? — Ucieka — widzisz przecie. Małe dzieci często męczą mrówki i motyle, nawet męczą kury; nie rozumieją jeszcze, bo małe”.