Radzą powszechnie, żeby w gniewie ugryźć się w język. Niepraktyczny sposób. — Bo co? — Ty chcesz jego zmiażdżyć, zetrzeć z oblicza ziemi — a będziesz się jak głupi we własny jęzor gryzł? — Ale jest inny sposób: zanim wyrżniesz pierwszy raz, powiedz takie łacińskie zaklęcie: Concordia parvae res crescunt, discordia maximae dilabuntur.300 — Można i po polsku powiedzieć: zgoda buduje, niezgoda rujnuje. (Chłopcy twierdzą, że po łacinie — lepiej skutkuje). — Skarżą się, że za długie i trudno zdążyć. — Więc można to sobie, tak tylko, trzy razy dziennie powtarzać na cukrze301, po jedzeniu — zamknąć oczy i — albo powoli, albo prędko: concordia res parvae crescunt.
Bo widzisz, piąty sposób — silna wola — to sposób generalny. — Ściągasz cugle; ponosi cię, ale ty, bracie — nie! — wola niezłomna, Spartanin, kaganiec. Nie kogucik, nie szczeniak, nie czupurny — ale vir302. Vir. — Tylko nie od razu, bo wysilisz się za bardzo — i porażka. — Nie, ty zmierzasz do celu, liczysz bójki, krok za krokiem — ku poprawie. — Zwycięstwo.
No, bo co? — Człowiek bez woli — bubek — puch marny, pajac (skacze, jeżeli za sznurek303). Człowiek bez silnej woli — trzcinka304, ciemięga, pyłek, pantofel, szlafmyca305, niunia, balonik nadmuchany. — Bez silnej woli, co? — Wiecheć, włóczka, mereżka306, miętowa pastylka, biszkopcik. — Hhi. — Bez woli — kapiszon, szmatka, fastryga307, rodzynek, knot, cień, bąk.
Człowiek bez silnej woli — pikuś, pataszon308, mydełko pachnące, pierzynka na nogi, karasek w śmietanie, maślaczek marynowany, klajster, prosię z bukszpanem w ryjku; człowiek bez woli — ściereczka do kurzu, pieprzyk na policzku309, oczko jedwabnej pończoszki, nóżki cielęce w galarecie.
Ja wiem: jesteś porywczy. — Ja nie — żadne morały: nie lubię wtrącać się. To są wasze sprawy intymne i zagmatwane. Wiem: kolizja, krótkie spięcie, dynamit, eksplozja — bójka. Wy swoje sprawy lepiej znacie. — Często istotnie nie da się uniknąć. Ale żeby w ciągu jednego dnia trzy razy tarmosić się — trzy pioruny, trzy dynamity? — Trzy razy młócić się? — Nadmiar. Nadużycie. Wiem, że dorosłym łatwiej, mają sądy: grodzki, okręgowy, honorowy, handlowy, morski, wojenny, dyscyplinarny; toteż rzadko tylko — pojedynek.
Toteż nie zabraniam chłopakom, jeśli siły równe albo gdy silniejszy miaruje razy, a słabszy nie stosuje niedozwolonych chwytów. — I nie wolno podjudzać — takich łajdackich: „Ty się dasz? — tchórz — lu go mocniej — bierz go” (jak do psa). Nie wolno cieszyć się i wyśmiewać.
Wołają chłopcy: „Proszę pana, biją się”. Idę zaraz, patrzę, czuwam, ale nie rozbrajam. — Bo co? — Jeżeli jednego pochwycę za rękę, to drugi skorzysta i nakładzie, więc jeszcze gorzej zły. — I co? — Niefachowo przerwę, więc oni później gdzie indziej dokończą. — Albo boją się, że przerwę i nie zdążą, więc w pośpiechu właśnie spartaczą — i zamiast doskonałego kryształu bójki otrzymuję zniekształcony, znieprawiony ochłap, fragment, ogryzek bójki wynaturzony.
Najgorszy w bójce nowicjusz: nie wie, nie przewiduje, nie umie: zaraz pięścią w nos. Są nosy wyjątkowo krwawiące; doświadczony zapaśnik wie o tym i dla świętego spokoju unika; a nowicjusz wpada. — Bo dorośli zaraz: „Krew — zbój”. A on wcale nie żaden zbój, tylko właściwość swoista wyżej wzmiankowanego nosa.
Wiem: nie wolno zdradziecko za gardło — nie w brzuch — nie wykręcać głowy — nie wyłamywać palców (w drugiej fazie bójki). Nie drzeć ubrania. Bo odzież i krzesła, sprzęty — neutralni tylko obserwatorzy. — Ale bójka sprawna, z pionem, techniczna, pogłębiona, bójka per se310 — dostojne, czcigodne mordobicie — mięta311. — I dlatego właśnie, przez szacunek — nie tak często — nie pospolitować, nie wulgaryzować. Rzadko, wyjątkowo — gdy nie da się uniknąć, nie o smarkate sprawy, nie byle jak i o byle co.
Dlatego właśnie wymyśliłem pięć sposobów. I silna wola, hamulec. Tak — wola — lwi pazur, orle pióro, sokole skrzydło — nie pięść — wola!