Przeklął ojczyznę i łona cnych matek —

Lud milczał, bólem skamieniały męki;

Lecz kiedy wygrał już pieśni ostatek,

I pękły struny — wtedy, jak huk gromów,

Co walą skały i druzgocą lasy,

Jak trzask piorunów, co dno morskich toni

Palą swym żarem i niebo drą w pasy —

Z wzgórz, dolin, świątyń, przedsionków i domów

Powstał krzyk jeden: „Do broni! Do broni!”

I z placów, ulic, ze wszystkich stron miasta