Wniosek sto czterdziesty drugi. — Zapisałem.
PUŁKOWNIK
Pan skończył? — Restaurator ma głos.
RESTAURATOR
Szanowny przedmówca — owszem. — Tylko mała poprawka: my nie tylko dla smaku pracujemy, ale i dla oczu, i dla nosa. Przecież się mówi: ślinka do ust idzie. — Szanowny przedmówca — słusznie. — Rozbudowało się, jak to tam, żarcie, smak — podniebienie. Żołądek, proszę panów, rządzi światem. — Gdyby nie było kotła żołnierskiego, nie byłoby wojen, prawda, panie Pułkowniku? Miska zapewnia karność. Kieliszek tworzy postęp. Bez dobrej kuchni i flaszki nie byłoby ani polityki, ani dyplomacji. — Ani sławnych ludzi, ani jubileuszów. — Każdy pomnik — to toasty i strumienie sznapsa122. — Walki ideowe — to rywalizacja między winem, kuflem piwa i czystą z kropelkami. — Siedź tak, psiakrew, noc w noc jeden trzeźwy między pijanymi i patrz. — Jeden się urżnie, drugi podochoci — to cała różnica poglądów. — O to się kłócą.
PUŁKOWNIK
Czy będzie wniosek formalny?
RESTAURATOR
Nie skończyłem. — Rozbudowało się. Ale pytam się ja kogo, dlaczego z jedzenia zrobili uroczystość, a fajdania, za przeproszeniem, się wstydzą? — I to ważne! — Niby równouprawnienie, a dlaczego nie ma darmowych pisuarów dla kobiet? — Idę z żoną po ulicy, aż przykro, ja darmo — a ona — płać. — Jak równość, to równość.