— Chcę — odpowiedział Władek bez wahania.

— Czy także sławnym wodzem?

— Chyba nie — mówi Władek.

— W ważnych sprawach nie ma „chyba” — oburzył się Olek.

Władek powiedziałby Olkowi — tylko żeby się nie śmiał. Władek chce być sławnym doktorem. Od czasu jak Pchełka i Wicuś umarli, często myśli o tym, choć wie, że to niemożliwe.

Czemu niemożliwe? Czy Władek nie czytał życiorysów znakomitych samouków i męczenników wiedzy? Wszystko można, tylko trzeba naprawdę chcieć i wiedzieć, jak wziąć się do rzeczy. Żeby zostać doktorem, trzeba tylko szkołę skończyć. Wodzem być trudniej: wódz musi mieć armię dopiero.

— Jakże ja skończę szkołę, do której wcale nie chodzę? — szepnął Władek z goryczą.

— Będziesz chodził, zobaczysz. I ja będę chodził, bo wódz musi też dużo umieć.

Olek wynalazł w Warszawie szkołę niedzielną, to znaczy, że można cały tydzień pracować i tylko raz w niedzielę idzie się do szkoły. Wpis nic nie kosztuje, tylko zapisać musi właściciel dużego sklepu, bo taka jest formalność55.

— Ja wszystko robię strategicznie — powiada Olek. — Szkoła — to forteca, którą chcę wziąć szturmem. Poznałem teren i przeszkody. Jutro pierwszy atak.