— Kocham go, więc mu mówię gorzkie rzeczy...

— A on cię za to nienawidzi?

— Tak. Z wyjątkiem garstki młodych, którzy rozumieją, że idealizowaniem tego, co było lub jest złe, krzywdę się tylko wyrządza.

Wieczorem w jakiejś lichej kawiarni rozgadaliśmy się na dobre. Opowiadał mi długo o swoich przejściach z lat ostatnich, aż wreszcie zeszliśmy na temat kwestii żydowskiej.

— Asymilacja — mówił — to są mrzonki! My zawsze będziemy obcym ciałem w krwi europejskich narodów. Jednostki, wyjątki może zatonąć wśród was potrafią, ale ogół nigdy! Wy nie macie dość silnego żołądka na ten niestrawny żer, jakim my jesteśmy. Choćbyśmy przesiąkli waszą cywilizacją, choćbyśmy pragnęli stać się wami, zawsze będziemy obcymi. I w tym jest nawet tragedia! Jeden lub drugi „Europejczyk” spomiędzy nas wmawia w siebie, że kocha naród, wśród którego wyrósł, że pracuje dla niego — i gorzknieje do dna swej dla was niezrozumiałej duszy, widząc, że ten naród uważa go wciąż za obcego i patrzy nań z nieufnością, niechęcią, często z nienawiścią nawet. A to przecież rzecz taka naturalna! Wy nie potrzebujecie tego, co my wam dać możemy, a my znów nie możemy wam dać tego, czego byście wy potrzebowali. Po co się łudzić?

— Więc syjonizm102 — wtrąciłem.

— Tak... syjonizm. Bardzo piękna mrzonka. Znowu mrzonka.

— Więc ty nie jesteś syjonistą? Zdawało mi się dawniej...

— Jeśli nim byłem, to bardzo krótko i dawno już temu. Widzisz, w syjonizmie jest jedna piękna, wielka rzecz: ta niesłychanie śmiała myśl stworzenia syntetycznie narodu, którego nie ma. Bo naprawdę narodu żydowskiego nie ma, choć sam bardzo często tego zwrotu używam, jest tylko lud żydowski, nawet jeszcze mniej: są tylko Żydzi... Dla takiej myśli warto by życie poświęcić, nawet gdyby się wiedziało, że jest nieziszczalna; ale syjonizm cały nie streszcza się w niej jeszcze. A przy tym wiele jest w nim łudzenia się i nieszczerości, co najgorsza! Ci ludzie postanowili sobie stworzyć naród żydowski, a nie zastanowili się, z czego, z jakich psychologicznych wspólności, na jakiej podstawie i jakimi środkami? (Mam na myśli środki moralne, bo co do pieniędzy, to my przeceniamy władzę grosza: to jest nieprawda, aby on mógł wszystko). No i wobec tego łudzą się teraz, że dzieła w ogromnej części przynajmniej już dokonali, podczas gdy w istocie jeszcze daleko! daleko do tego! A potem nieszczerość... Mówią o Palestynie; czy myślisz, że oni naprawdę chcą tam jechać? Zaproponuj im to, tym co wiele krzyczą, książki piszą i innych do „Ziemi Obiecanej” wysyłają — zobaczysz, czy pojadą! — Co oni by tam robili?

Słuchałem go z zajęciem, nie dlatego, jakobym w jego gorzkich słowach znajdował coś nowego, ale że padały z ust człowieka, o którym wiedziałem na pewno, że jest przywiązany namiętnie do swego żydostwa.