Na scenie ruchem mówi się częstokroć więcej aniżeli słowami i dlatego nie jest tu obojętne, jak Salome tańczy. Przede wszystkim nie ma to być popisowy „kawałek baletu”, ale żywa mowa niejako, w której psychologia Salomy na jaw występuje.
A jak się ta psychologia przedstawia? — Naprzód trzeba zwrócić na to uwagę, jaką ofiarą jest tu taniec dla Salomy. Sam fakt, że Herodes tak tego tańca pragnie i tak drogo jest gotów zań zapłacić, dowodzi, że nie jest on rzeczą zwyczajną, codzienną. Salome, dziewica, tańczyła zapewne nieraz w swoich niewieścich komnatach, może to nawet kiedyś Herodes przypadkiem zobaczył, ale to pewna, że ta Salome nie tańczyła jeszcze nigdy przed oczyma mężczyzn, a zwłaszcza przed króla oczyma. Ta myśl o tańcu tedy, zwłaszcza w tej chwili, musi być straszna dla niej, ale mimo to nie waha się: będzie tańczyć, będzie się obnażać przed królem, przed dworem, przed tymi cudzoziemcami, przed światem całym, jeśli tego potrzeba, boć to przecie jedyny sposób, w jaki kupić sobie może zadośćuczynienie! Pogardził ten święty jej miłością, nie chciał patrzyć na nią, choć piękna i czysta była jako ten księżyc na niebie, więc ona teraz oczom całego świata odda na pastwę ciało swoje dziewicze! — A zresztą, przecież dziewictwo jej już przeminęło! W żyłach czuje ogień palący, który krew tylko ugasić jest zdolna, krew na chłodnych martwych ustach proroka, które ona nareszcie będzie całować do woli!
Wobec tego scenę tańca tedy tak sobie wyobrażam: W siedem zasłon owinięta, nawet z twarzą zakrytą, staje Salome — zimna, spokojna, pewna siebie na pozór. Wie, że musi tańczyć. Na dany znak odzywają się muzyczne instrumenty służebnic. Salome drgnęła: to już! Krótkie, jeden moment trwające wahanie; szybki rzut oka w stronę cysterny: „Wzgardziłeś mną, dziewicą!” Już tańczy. Kilka rytmicznych ruchów. Okręca się wkoło, niezbyt szybko i zrzuca pierwszą zasłonę, która twarz jej zakrywała. W jej oczach, w ściągniętej, straszliwie bladej twarzy widzę jakiś ból: znać, że przymus sobie jeszcze zadaje. — Okręca się znowu wkoło. „Piękna jestem, ale tyś mnie nie widział!” Szybszym ruchem zdziera drugą i trzecią zasłonę — ramiona jej i piersi błyszczą teraz odsłonięte. „Czysta byłam — myśli — a teraz ogień mam w żyłach: chcę usta twoje całować, Johanaan!” Ruchy jej coraz szybsze, oczy mdleją, pierś się wznosi lubieżnie... „Dla ciebie ja tańczę, kochanku”. — Dwór klaszcze, patrzy król... Drgnęła. — „To nic! Owszem, tym lepiej, tym lepiej! niech patrzy, niech kala swoimi oczyma! Dla ciebie ja czystą być chciałam i teraz się brudzę dla ciebie!” — Uczucie straszliwej krzywdy i gorzka, zacięta mściwość... Wyzywająco, bezczelnie odrzuca czwartą zasłonę i piątą; jest naga aż do pasa — i oczy jej płoną, białe zęby błyskają wśród rozwartych warg. „Oto jak kwiat z pąka wykwitam, ale ty mnie nie widzisz, nie widziałeś mnie!” Szalony, zawrotny wir... „Kocham cię — i dlatego musisz umrzeć! Za wstyd swój dziewiczy głowę twoją kupuję, Johanaan! Czy tanio płacę?” — Jak ptak spłoszony leci od niej zasłona szósta i białe nogi odkrywa.. Już tylko ostatnia wokół bioder wije się jeszcze... Przytłumiony, niewyraźny krzyk — ruchy coraz szaleńsze, coraz bardziej wyuzdane. „Oto, co ze mnie zrobiłeś, ale ja teraz będę usta twoje całować!” — „Cudownie! cudownie!” — woła Herodes. Usłyszała. Jakieś bolesne szyderstwo w sercu uczuwa, rozkosz pokalania... Więc skończyć, dopełnić! Zdziera zasłonę ostatnią — jeszcze jeden obłędny wir i naga pada w wyczerpaniu u stóp królewskiego tronu. Stało się. Kupiła głowę świętego i mieć ją będzie.
— Ja hojnie tancerki nagradzam i ciebie wynagrodzę hojnie! Dam ci, co zechcesz. Mów czego ty chcesz, Salome?
Wznosi z wolna głowę, zadyszaną piersią z trudnością jeszcze chwyta powietrze, ale usta uśmiechają się dziwnie, dziwnie — oczy w dal gdzieś zapatrzone... I z tym uśmiechem zaczyna mówić powoli, cicho, sennie:
— Ja chcę, aby mi dano na srebrnej misie...
— Na srebrnej misie? Przepięknie! Moje skarby do ciebie należą, Salome! Mów, co ci mam dać na srebrnej misie?
Salome się zrywa — naga, jak do stóp królewskich była padła:
— Głowę Johanaana!
Nieubłagany, dumny rozkaz jest w tych słowach, żądanie straszne i niezachwiane: wszak z góry za nią już zapłaciła!