— Troszeczkę, troszeczkę tylko, ale zawsze na tyle dość, aby uciec za granicę szukać ukojenia...
— We Fiesole.
— We Florencji. Otóż dnia pewnego, było to w sobotę, o godzinie, gdy sklepy mają już zamykać, zauważyłem, że muszę sobie kupić świeży krawat. Wstąpiłem tedy na Via Calzaiuoli do jakiegoś magazynu, wślizgnąwszy się chytrze przez drzwi, przez parobka już zamykane. Sklep był pusty. Subiekci149 poszli już do domu, jedynie młoda kasjerka jeszcze coś porządkowała...
— Była ładna?
— Naturalnie, proszę pani. Inaczej nie byłoby mojej opowieści. Otóż zdołałem ją przekonać, że krawatu nieodzownie potrzebuję i poszliśmy szukać w pudełkach, przez nią własnoręcznie z półek zdejmowanych.
— Ładne to było szukanie! Znam ja już pana.
— Pani raczy się mylić. Szukanie było najprzyzwoitsze w świecie i takaż była rozmowa, którą z tą dzieweczką prowadziłem. Mogła mieć osiemnaście lub dziewiętnaście lat...
— Niech się pan nie chwali. Z pewnością była znacznie starsza.
— Czy mam przerwać opowiadanie?
— Ależ dlaczego? Wszakże jeszcze nie dał mi pan powodu zastukania w stół! — A jak wyglądała?