— Nie, nie, pani droga. Wyładowany byłem wówczas miłością jak butelka lejdejska155 elektrycznością. Ten zapas tkliwości, który się we mnie nagromadził, musiał znaleźć jakieś ujście. Pani temu była winna!

— Cynik ohydny! Może mnie pan zrobi odpowiedzialną za wszystkie swoje łobuzostwa?

— Trudno, po części tak jest. Ale wtenczas nie myślałem o pani, za to zaręczam...

— Tego by jeszcze brakowało!

— Zbyt mnie zajmowały te drobne, krwią nabiegłe usta i oczy czarne, pod jasną falą włosów chwilami mgłą jakąś zachodzące przejrzystą i rozkoszną... Chłodno się na świecie zrobiło, przytuliła się więc do mnie całym ciałem — przez lekką bluzkę wyczuwałem bicie jej serca silne i przyspieszone.

— No, co tam pan wyczuwał...!

— Dobrze mi było. Dokoła był cień; po krzewach i kwiatach majaczył tylko niepewny obrzask świecy, w papierowym lampionie na stole naszym osadzonej... Zamilkła, a ja usta jej całowałem, rozchylone, gorące, ustom moim całe poddane. Wreszcie odsunęła się z lekka ode mnie i zauważyła cichutko, że czas już do domu. Zacząłem jej tłumaczyć, że dzisiaj powozu tu już nie dostaniemy...

— Co była nieprawda.

— Tak, co była nieprawda. Że piesza droga ją zmęczy, że potrzebuje spoczynku i tak dalej, i tak dalej, namawiając ją, aby we Fiesole na noc została. Początkowo nie chciała ani słyszeć o tym. Wreszcie, gdym jej przedstawił, że weźmiemy przecież dwa oddzielne pokoje w hotelu, po długich, ale to długich wahaniach zgodziła się, pod tym wszakże warunkiem, aby pokoje były na dwóch przeciwległych końcach korytarza, a klucze w jej ręku... Przystałem naturalnie na wszystko.

— O, chytry!