— Tak. Zatelefonowała tedy do zamężnej siostry swojej we Florencji, aby dała znać jej matce, że ją u siebie rzekomo na noc zatrzymuje. Stałem przy niej i słyszałem, jak ją siostra zapytywała, skąd telefonuje. Odrzekła szybko: „Da vicino, da vicino! Sto per la notte eon alcune amiche mia...”156, i rzuciła przezornie słuchawkę. Zwróciła się do mnie i pocałowała mnie gwałtownie w usta. Miałem jak najsłodsze nadzieje.
Było dość wcześnie, piliśmy więc jeszcze wino, odkładając na później wyszukanie odpowiednich pokojów... Na razie roztrząsaliśmy tę kwestię z czysto akademickiego punktu widzenia.
— A rezultat?
— Rezultat był ten, że jeśli nie znajdziemy wolnych dwóch odległych pokoi, weźmiemy przyległe, jednakowoż pod żadnym warunkiem nie mogą one być drzwiami bezpośrednio ze sobą połączone. Gdyby zaś drzwi takie istniały, mają być zamknięte, a klucz będzie się znajdował u niej. Jeśliby zaś drzwi owe klucza nie miały i nie dały się zamknąć, to w żadnym razie mnie nie będzie wolno progu ich przestąpić. Chyba na jedną malutką chwilkę, aby jej oddać dobranoc, kiedy będzie już w łóżku.
— Coraz lepiej! O łotrze, łotrze!
— Ostatecznie pani wie, że nie zawsze w małym hotelu we Fiesole dwa pokoje są wolne. Trzeba było rozważyć i tę ewentualność. Roztrząsnęliśmy ją dokładnie przy małej, pękatej flaszce perlistego orvieto157...
— Domyślam się wyniku.
— Cieszy mnie przenikliwość pani. Stanęło więc na tym, że gdyby jeden tylko był do rozporządzenia, muszą się w nim znajdować dwa łóżka, i to pod przeciwnymi stojące ścianami. Ponieważ zaś ten sposób aranżowania pokoi sypialnych we Włoszech jest rzadki, więc na wypadek, gdyby łóżka stały obok siebie, ma być między nie wsunięty parawan. W razie absolutnego braku parawanu, ja byłem obowiązany przez cały czas być tyłem do niej odwrócony.
— I cóż?
— Kiedy około godziny dziesiątej służący wprowadził nas do zamówionego pokoju, okazało się, że jest w nim tylko jedno, ogromne, kwadratowe łoże małżeńskie. Moja dzieweczka zawahała się na progu. Chwyciłem ją za rękę. „Na miłość boską, nie rób żadnych zarzutów! Ten lokaj gotów wtedy pomyśleć, że nie jesteś moją żoną!” Odparła mi również szeptem z najgłębszym i najszczerszym oburzeniem w głosie: „Nie! Czyż podobna, abyś był tak zły?”