Ja jeden słucham z tym samym co przed laty wzruszeniem i myślę o głazie na Gianicolo, w pobliżu kościoła San Pietro la Montorio umieszczonym, który głęboko rytym napisem opowiada, że bohaterom w walkach poległym, w więzieniach obcych zagubionym, rozproszonym po świecie zarówno jak tym, co dnia szczęśliwego dożyli, cześć oddaje „Roma libera et memor”188.
Libera et memor!
Wzniosła ponad szczyt Kapitolu z głazów co najbielszych piedestał olbrzymi złoconemu pomnikowi króla-oswobodziciela189, wokół ponad szerokimi wschodami marmurowe, gładzone, na coraz wyższych tarasach założyła posadzki; ogromną, półkręgiem pod niebem zatoczoną kolumnadą szczyt uwieńczyła, że z dalekiej Kampanii ponad kopułę świętego Piotra wznosi się i błyszczy w słońcu pamiątka wolności i zjednoczenia tak długo zdeptanej, tak na części rozerwanej, ojczyzny.
Patrzyłem na ten wianek białych kolumn, przez szczyt Kapitolu aż do Forum zaglądających, siedząc pod zwaliskami grobów odwiecznych na Via Appia190. I przyszło mi na myśl, że niegdyś, niegdyś przybywający do potężnej Romy z południa tą drogą wędrowiec widział w tym miejscu dwie bliźniacze, pod niebo wznoszące się świątynie Jowisza Kapitolińskiego i Junony Monety191 i zatrzymywał się pewno, tknięty wielkością i mocą miasta pod opieką bogów, które mu się niepożyte192 i wieczne wydawało.
A był wtenczas Rzym panem świata, samowładnym rozkazodawcą ludom dalekim, które nawet mowy jego nie rozumiały, ogniskiem zestrzelającym w sobie wszystką moc, sławę, potęgę, wielkość, bogactwo...
I padł.
Zagasał w słońcu wstającego Bizancjum, potem przeszły po nim hordy barbarzyńców i obce jarzmo poczęło ciężyć na dumnym niegdyś karku przez długie, długie wieki. Butne, germańskie króle koronę jego na głowę swą kładli, sypały się w gruz świątynie przed obliczem nowego, ze Wschodu przybyłego boga, rozpadały się opustoszałe cyrki i amfiteatry, waliły się bezpańskie cesarzów pałace i pomniki dawnej republikańskiej sławy na Forum — aż przyszło na świetność minioną, jak noc, zapomnienie...
I gdy w dobie odrodzenia nowe na gruzach dawnego poczęło wstawać miasto, nie pamiętano już nawet, kędy są szczątki tamtego, co świat swą wielkością dziwiło, nie umiano dać nazwy osamotnionej kolumnie, sterczącej spośród głogów na Krowim Polu, które niegdyś było Rzymskim Forum i kędy był niegdyś centr świata: Umbilicus Orbis terrarum193.
Snadź za pychę swą niesytą i nadmierną wielkość przejść musiał Rzym wszystko poniżenie, jakie jest na tym świecie, i on, który tylko panował, zaznać najgorszej niewoli, oczyścić się w kaźni długie wieki trwającej, nim powstać mógł na nowe życie i nie ciemiężca już, lecz własnym ludom król, te słowa wyryć na głazie: Roma libera et memor!
Rzym wolny i pomny!