Wsparłem się o kamienną balustradę i patrzyłem w dół.
Przede mną leżało Forum. Bluszcz zielony po rozwalonych murach się plecie, zielenią się wawrzyny na podmurowaniu świątyni Juliusza Cezara, krwawe drobne róże przeglądają się w sadzawkach atrium westalek, między zwalonymi kolumnami kwitną irysy, cyprys długie cienie na dawną rzuca mównicę...
Nowe piękno, nowy czar i urok, stworzony pieczołowitą ręką uczonego, który umie być zarazem artystą i nagość odkrytych przez siebie szczątków dziejowych świeżą suknią żywego ogrodu ubiera! Czy ten cichy i mądry archeolog o jasnej duszy dziecka, profesor Giaccomo Boni203, nie rozwiązał właśnie zagadki?
Zapragnąłem go ujrzeć i rozpytać o te nowe na Palatynie wykopaliska, na które przed chwilą ze smutkiem patrzyłem.
Mieszka tuż obok, w Farnezyjskim Casinie; jeden ze stróżów drogę mi do jego pokojów wskazuje.
Wyszedł do mnie człowiek niewielki, siwy o dobrych, żywych oczach, wyszarzałą okryty peleryną.
— Posso parlare signor direttore?204 — pytam.
— Son io205 — odpowiada.
Patrzę mu w twarz. Wielki uczony, profesor, komandor orderów, dyrektor rzymskich wykopalisk, stoi w korytarzu przede mną.
Odkrywam głowę.