Nazywam się tak a tak. Jestem pisarzem z Polski. Tu oto pozwolenie ministerium206 oświaty na zwiedzanie wszelkich zabytków... Chciałbym jednak zobaczyć nowe wykopaliska, do których wstęp od pańskiej wyłącznie woli zależy... Jeśliby mi pan raczył dać kartkę...

Uśmiecha się.

Oggi sto poco bene per andar sotto la terra, ma se vuole, venga domani alle dieci...207

Ucieszyłem się z tej odpowiedzi, dowodziła bowiem, że dyrektor ma zamiar sam mi towarzyszyć.

Na drugi dzień o dziesiątej byłem na miejscu. Oprócz mnie pięć czy sześć osób, widocznie również przez niego zamówionych. Czekamy chwilę. Wychodzi profesor Boni w swej starej pelerynie i w szerokim na głowie kapeluszu. Wita nas uprzejmie, jak gdyby dobrych znajomych; idziemy z nim razem w stronę pałacu Flawiuszów.

Przez drzwi zakratowane dostajemy się w podziemia pod bazyliką, przed dwoma laty odkryte, z wierzchu zasklepione.

— Szukałem fundamentów — mówi profesor — rzekomej balustrady trybunału, o której istnieniu zawsze wątpiłem, a oto, co znalazłem!

Pokazuje ręką olbrzymi półkrąg cysterny, którą przed Flawiuszami Nero208 na wstępie do nieskończonego nigdy Domu Złotego209 zbudował. Mur przesycony solą — sprowadzono tu z dalekiej Ostii210 morską wodę, aby cesarz miał kąpiel w Rzymie orzeźwiającą. Sporą łodzią można by pływać po tej przestrzeni!...

Siodło palatyńskie między Germinalem211 a Velio212 Nero już kazał wyrównać, planując swój pałac potworny, mający się aż na Esquilin rozciągać. Mur cysterny przecina zasypane domy patrycjuszów z czasów Rzeczypospolitej213: w świetle, przez grube szyby w sklepieniu z góry bijącym, widzimy freski na ścianach doskonale zachowane, mozaikowe posadzki, stiuki... Znak jakiś, jakoby herbowy, powtarza się kilkakrotnie; znaczenia jego dzisiaj trudno już odgadnąć.

Wychodzimy znowu na słońce. Patrzę na rozkopaną aulę i atrium, i triclinium poza nim.