1. Należy zbadać u samej kolebki z jakich psychologicznych motywów sztuka wyrosła w najprostszych i najpierwotniejszych swych objawach, i śledzić następnie rozrost i komplikację tych motywów wśród całego łańcucha ewolucji sztuki aż do dni dzisiejszych;
2. Określić różnice pomiędzy sztuką a innymi dziedzinami umysłowego życia człowieka, i to:
a) rozważając motywy psychologiczne, które ją rodzą,
b) sposób działania jej na ludzi, i wreszcie
c) stosunek jej do życia i przyrody.
Opierając się dopiero na materiale tą drogą zdobytym, można będzie stworzyć prawdziwą, wszelkich sprzeczności, wszelkich łatań pozbawioną teorię sztuki. Jej zadaniem będzie to, co sztuką jest i co nią nie jest, pokazać i wszystkie błędy i fałszywe apercepcje259 w sądach o sztuce przyczynowo wyjaśnić.
Czy ja ją mam gotową, taką teorię? Nie. Zdaje mi się nawet czasem, że jeszcze daleko od niej jestem, choć to i owo przebłyska mi już jasno... Ale wiem przynajmniej, na jakiej drodze jej szukać, i wiem, że znaleziona być może i musi. A to już jest wiele.
III
Gdybym chciał zrobić to, czego żądasz ode mnie, musiałbym złamać swoje dramatopisarskie pióro (a byłaby szkoda, bo piszę od pewnego czasu pięknym samotryszczącym fountain-pen260, za które zapłaciłem gotówką siedemnaście franków krwawo zapracowanego grosza!) i parę lat przynajmniej poświęcić teoretycznym badaniom. A do tego nie mam ochoty. Zawsze ważniejsze mi jest dawanie ciała temu, co we mnie żyje, niż określanie praw, na jakich się to dzieje. Spróbuję jednakże, kiedy chcesz, pokazać Ci wytyczne punkty mego myślenia i wytłumaczyć, o co mi chodzi. Nie będzie to jeszcze teoria sztuki, taka, jaka być by powinna, ale może jej plan, może zarys najogólniejszy, szkielet, który by tylko ciałem faktów i przykładów wypełnić należało... Tak zresztą jestem pewien, iż na dobrej drodze jestem, że nie waham Ci się jej pokazać, choć idąc przez nią wraz ze mną, będziesz musiał zapewne niejeden rów przesadzić, przez który mostu jeszcze nie zbudowałem, albo jakimś manowcem minąć na przełaj liczne i uciążliwe zakosy.
Bo droga istotnie jest długa. Trzeba ją rozpocząć gdzieś w głębi dzikiego lądu afrykańskiego, albo — w wieki się cofając — w zamierzchłej onej epoce, kiedy mieszkaniec jaskiniowy kawałkiem krzemienia rysował na płaskiej kości ubitego zwierza kontury psa lub jelenia, kiedy przy ognisku składał pierwsze opowieści o przebytych łowach lub zwycięskim boju, albo też próbował o zachodzie słońca wiązać w pierwszy, dziwny hymn krzyki wyrażające ból czy radość, czy też zdziwienie i strach... Przypuszczam, że ta pierwsza poezja i ta pierwsza muzyka, jeśli je tak nazwać można, nie potrzebując dla swego rozwoju zyskania uprzedniego technicznej sprawności, jak rzeźba na przykład, wyprzedziły pojawienie się tejże, a my tylko dlatego u kolebki sztuki przede wszystkim dzieła plastyczne widzimy, że one, jako trwałe, bodaj w szczątkach zachowały się do naszych czasów, podczas gdy z pierwotnej poezji i muzyki nic nie pozostało... Przykłady ich chyba jeszcze u bardzo dzikich ludów znaleźć by można, których zresztą coraz mniej na kuli ziemskiej...