Pomysł jest czymś więcej aniżeli abstrakcyjną treścią. Ażeby sprawy nie komplikować, weźmy sobie znowu za przykład pierwotnego artystę... Póki miał w myśli wyobrażenie biegnącego jelenia, choćby nie wiedzieć jak dokładne i żywe, nie miał jeszcze pomysłu dzieła. Takie wyobrażenie mogło mieć wielu z jego towarzyszy, niektórzy nawet, co więcej polowali, żywsze i dokładniejsze, a przecież żaden z nich nie stał się artystą. Dopiero z chwilą, gdy rzeźbiarz wyobraził sobie tego jelenia narysowanego w ten sposób, aby rzeczywiście wydawał się biegnącym jeleniem i uświadomił sobie środki, za których pomocą to może zrobić, z tą chwilą dopiero miał pomysł dzieła gotowy, które już teraz tylko wykonać, zrealizować należało. Tak więc pomysł, we właściwym słowa znaczeniu, nie jest niczym innym, jak całym dziełem pomyślanym. W zasadzie wyprzedza on czasowo wykonanie dzieła, jako swą realizację, a i w praktyce tak by było, gdyby artysta zabierał się zawsze do pracy z pomysłem już zupełnie gotowym. Tak jednak częstokroć nie jest — pomysł bardzo często dojrzewa ostatecznie dopiero podczas pracy nad jego realizacją, urzeczywistnieniem w pod zmysły podpadającym dziele. Ale to jest już rzecz inna, o której później będę mówił.

Pomysł może nie być gotowy. Zauważyłeś już pewno, że w tym pobieżnym zarysie przedstawiły nam się trzy jego fazy. Naprzód wyobrażenie jakiegoś zjawiska, a więc przedmiotu, zdarzenia, uczucia, następnie wyobrażenie tegoż zjawiska utrwalonego w innym materiale, i to w taki sposób, aby się ludziom jak najbezpośredniej w swej całkowitości narzucało, a wreszcie to wyobrażenie, wsparte wyobrażeniem zastosować się mających w jego realizacji środków technicznych.

W pierwszej fazie pomysłu działa przede wszystkim moment poznawczy, druga jest wyrazem momentu artystycznego, a w trzeciej objawia się najwyraźniej moment estetyczny, zmysłowy. Ta pierwsza faza, idea pomysłu i dzieła, przechodzi za pomocą pewnej transpozycji w fazę drugą, którą bym nazwał usymbolizowaniem idei, a ta znów przez uzupełnienie przeistacza się w trzecią fazę, będącą ostatecznym sprecyzowaniem zmysłowego symbolu.

Terminologia, jakiej tu używam, wymaga pewnego wyjaśnienia. — Co do wyrazu „estetyczny”, to wspomniałem już w jednym z poprzednich listów, że biorę go w znaczeniu szerszym, podobnym temu, jakie mu na przykład nadaje Kant264 w Krytyce czystego rozumu. Nie chodzi mi tu wyłącznie o harmonię jakąś, która jest zresztą rzeczą bardzo względną, ale o wszystko, co w organizacji zmysłów znajduje uzasadnienie i wprost do tych zmysłów się odnosi. Dlatego też wyobrażenie środków technicznych, w których się dzieło wyraża, łączę z momentem estetycznym. Mówiąc zaś o symbolizowaniu idei w dziele, biorę symbol w znaczeniu obszerniejszym wprawdzie od tego, jakie mu w ostatnich czasach nadały pewne literackie szkoły symbolistów, gdyż nazywam tu symbolem każdą rzecz, która nie będąc zjawiskiem, o które chodzi, jednak sama przez się i bezpośrednio wywołuje wyobrażenie tego zjawiska — ale w ściślejszym za to, niż symbol na przykład posiada w logice, gdzie nazywa się tak wszelki znak, choćby w niczym do oznaczonej rzeczy niepodobny, jeśli tylko, przez sztuczne bodaj skojarzenie, wyobrażenie danej rzeczy na myśl naprowadza, a więc słowo wobec pojęcia, znak dodawania (+) wobec tej matematycznej operacji, głoska alfabetu wobec odpowiedniego dźwięku itp.

Ale powracam do rzeczy. Mówiłem o tym, jak czasem niegotowy jeszcze pomysł już się realizuje. Przede wszystkim trzeba pamiętać, że owe trzy fazy nie zawsze — a raczej prawie nigdy — ściśle od siebie nie są oddzielone. Często idea, nie dość jeszcze jasna i nie dość w szczegółach znana, już się poczyna symbolizować. Pierwotny rzeźbiarz miał wyobrażenie pędzącego jelenia, które z jakichkolwiek względów tak go zajęło, że się domagało artystycznego utrwalenia. Wyobraził sobie takiego jelenia przedstawionego na kości, ba! pomyślał nawet, jak to zrobić, jak kość trzeba wygładzić i linie konturu wryć w głąb, a więc pomysł sprecyzował. — Gdy się jednak zabrał do roboty, spostrzegł, że nie wie dokładnie, w jakiej pozycji znajdują się nogi jelenia w pewnym momencie biegu! Idea była tutaj zbyt ogólnikowa, moment artystyczny wziął górę nad momentem poznawczym, prąc do wykonania dzieła, niegotowego jeszcze w założeniu. Podobnie może się okazać niedostatek w symbolizowaniu pomysłu lub w jego precyzowaniu. Można mieć ideę bardzo jasną i wyraźną, a nie usymbolizować jej dostatecznie. I to brak bywa tutaj dwojakiego rodzaju: albo symbol (przypominam Ci, że symbolem nazywam tu i wszędzie transpozycję zjawiska na inny materiał według podanego powyżej określenia!) — otóż symbol może nie być wierny, to jest nie zawierać i nie wyrażać wszystkiego, co w idei było ważne — albo też nie mieć siły sugestywnej narzucania odpowiedniego wyobrażenia, czyli nie być w ogóle artystycznym symbolem w przyjętym tu znaczeniu. W pierwszym wypadku jest zagubienie idei, któremu można jeszcze zaradzić przez wypracowanie i uzupełnienie symbolu. Dzieje się to zazwyczaj już podczas pracy wykonawczej, podczas urzeczywistniania pomysłu, np. malowania obrazu, pisania dramatu, gdyż wtedy dopiero niedostatki jasno się uwydatniają. W wypadku drugim, który łączy się przeważnie z brakiem jednolitej całości w dziele, w ogóle nie ma sztuki. Jeśli idea wiernie jest wyrażona, może to być doskonała analityczna rozprawa na temat danego zjawiska, dokładny rysunek anatomiczny, słowem wszystko, tylko nie sztuka, której cechą charakterystyczną jest właśnie to jednolite i bezpośrednie narzucanie, sugerowanie wyrażonych w dziele wyobrażeń.

Niedostatki w precyzowaniu pomysłu stoją w prostym związku z nieznajomością środków i nieumiejętnością posługiwania się nimi. Nie trzeba tylko tego identyfikować z brakiem technicznej sprawności w wykonaniu dzieła — to jest rzecz znowu inna. Kompozytor, który zna wszelkie środki, jakie ma do rozporządzenia, i zaznaczył je w nutach, może nie umieć zagrać tych nut na skrzypcach równie doskonale jak zawodowy wirtuoz, niezdolny na odwrót do żadnej kompozycji.

VI

Jesteś doprawdy człowiekiem niecierpliwym. Zarzucasz mi znowu, że nie mówię o twórczości, gdy ja w istocie wszystkimi drogami ku niej zmierzam. Trzeba jednak o ile możności dokładnie poznać teren, nim się na nim zacznie kopać.

Dlaczego człowiek pierwotny obierał pewne wyobrażenia za idee do swoich dzieł? Musiało w nich być coś, dlaczego one właśnie go uderzyły, że zapragnął je utrwalić, a nawet innym narzucić, dając im wyraz artystyczny, to jest najdoskonalszy, jaki dać mógł. Wyobrażenia, których apercepcja, czyli przyswojenie w umyśle dawno zostało dokonane — u niego i u otaczających go ludzi — nie mogłyby mieć tej mocy. Przede wszystkim bowiem w samorzutnym popędzie do utrwalenia i artystycznego usymbolizowania wyobrażenia jest chęć wsparcia dokonywującej się dopiero apercepcji, a następnie nie potrzeba by takich wyobrażeń narzucać innym przez symbol artystyczny, dość by było wskazać na nie — jako na gotowe — przez jakiś umówiony, konwencjonalny symbol, jak na przykład słowo, znak... Były to więc przede wszystkim wyobrażenia nowe, które ideami dzieł się stawały. W czasie, kiedy poniekąd wszystkie wyobrażenia były nowe, gdyż się dopiero w umyśle człowieka tworzyły, takie wszelkie porozumiewanie się miało cechy artystyczne; taki był pierwszy język, onomatopeiczny, takie było pierwsze hieroglificzne pismo, chociaż w tym wypadku chodziło już nie tyle o nowość wyobrażeń, jak o brak konwencji co do znaków, które musiały przeto same się tłumaczyć, nim ułatwiwszy zawarcie tej umowy, przetworzyły się z jednej strony w pismo zgłoskowe, z drugiej w ideograficzne, jak chińskie na przykład.

W tej nowości wyobrażeń, domagających się artystycznego wyrazu, spotykamy nareszcie twórczy pierwiastek sztuki.