— Kiedy ja nie wiem, co to jest: wkrótce. Czy to jest więcej jak tydzień, czy tyle, co palców u mojej ręki?

— Ja sam, dziecko, nie wiem, co to jest wkrótce... Czasem to może być nigdy...

— A nigdy czy to jeszcze dłużej, niż tydzień?

— Nie pytaj już. Śpij.

— Dobrze, ale niech mi tatuś opowie bajkę o wronie.

— Była sobie raz jedna wrona i leciała nad szerokim, szerokim śnieżnym polem. Leciała dzień i noc, i znowu dzień, i nie wiedziała, jak jeszcze daleko do końca. I spotkała lisa, który biegł również przez to pole i zapytała go: Mój lisie, czy ty nie wiesz, jak to daleko do końca? A lis przystanął i zdziwił się: Do końca? Ja nie wiem, czy jest koniec. Ja biegnę, biegnę, biegnę, biegnę... Więc wrona leciała znowu dzień i noc, i jeszcze dzień...

— A czy ona widziała w nocy?

— Troszeczkę. Tyle co i we dnie. I spotkała znowu wilka, co biegł przez to pole, w inną stronę, od dawna już. Więc wrona woła: Wilku, mój wilku, zatrzymaj się i powiedz, jak to daleko do końca? A wilk stanął i zdziwił się: Jak daleko? Ja nie wiem, czy jest jaki koniec. Ja biegnę, biegnę, biegnę... Więc wrona leciała znowu, leciała...


Było już około północy, gdy Butrym w swoim pokoju wyciągnął kartkę listowego papieru i zaczął pisać: