— Ale żyje?

— A, niby żyje. Ale właściwie to w pysk powinna by mi dać za to, żem ją uratował. Będzie do końca życia sparaliżowana.

— To potworne. I nie wiesz, jaki powód? Zmęczenie?

— Ii, nie to. Opowiadali... Jakaś romantyczna historia. Spotkała podobno podczas tańca swojego pierwszego kochanka, czy coś w tym rodzaju i tak to babę tknęło. Napij się wina.

— A nie wiesz, co się dzieje z tą drugą — jakże jej to? — Mary?

— A, to cielę! Nie ma jej już. Pojechała podobno występować gdzieś w Buenos Aires. Szczęśliwej drogi!

Flaszka była już próżna. Doktór wyciągnął zegarek i spojrzał na godzinę.

— Chodź ze mną do Tourbillonki. Leczę ją.

— Oszalałeś? Przecież to druga w nocy!

— Nic nie szkodzi. Z przyzwyczajenia tyloletniego nie sypia po nocach, odrabiając to we dnie. Ucieszy się, gdy cię zobaczy. Takie biedne stworzenie...