Krasołucki zachrząkał.

— Nie ma celu robić pani próżnych nadziei — rzekł. — Nogi przepadły. Ale poza tym wszystko jest dobrze.

— Tak, tańczyć już nie będę mogła.

— Żal pani bardzo? — spytał Butrym, trochę niezręcznie.

— Wie pan, że nie. To także ciężka praca...

Wezmę się do czego innego. Byłam niegdyś, za młodych lat, hafciarką...

Podniosła nagle obie ręce do ust i załkała krótko.

Doktór Krasołucki przyskoczył do niej.

— Cicho, cicho! Nie wspominać o niczym i leżeć spokojnie! Jak pani będzie awantury robiła, to się wyniosę natychmiast i więcej nie przyjdę. O, przyniosłem tu pani gruszkę i parę bananów, winogron trochę.

Tourbillonka już się uśmiechała.