Szedł ktoś ku niej z przeciwnej strony Placu, od kampanii i uśmiechał się również: Młody, smagły chłopak, przyzwoicie i ze smakiem odziany. Widziała, jak się spotkali, jak się zwarli dłońmi ze sobą.
— Caro mio66...
Poszli przez Plac gdzieś w stronę San Moise, z głowami nachylonymi ku sobie, niczego już snać nie widząc, nic nie słysząc.
Rozejrzała się wkoło. Zdało jej się naraz, że całe miasto pełne jest szczęśliwych i kochających się par. Oto cudzoziemcy jacyś młodzi, sobą tylko zajęci, niezważający zgoła na natręctwo narzucającego się im wciąż przewodnika. Tam znów przy kawiarnianym stoliku aktorka jakaś czy śpiewaczka z futrem na ramionach bogatym. Siedzi naprzeciw niej człowiek blady i modli się do niej oczyma. I znów przesunął się przed nią włoski zgrabny oficer przy boku wytwornej, smukłej, do jakiegoś zaczarowanego kwiatu podobnej kobiety...
— Gdzie jest ten, co mnie kocha?
Targnęła nią naraz straszna, niewysłowiona, acz bolesna tęsknota.
— Dlaczegóż ja jestem sama?
Butrym, uciekając w zgoła dziecinny sposób przed spotkaniem z żoną, za którą właściwie tęsknił straszliwie, wyjechał z domu natychmiast, kiedy tylko otrzymał jej telegram donoszący o powrocie.
Wziął drogę na południe i miał zamiar nie oprzeć się aż na Sycylii i spędziwszy Święta Bożego Narodzenia w Taorminie lub w Syrakuzach powrócić dopiero z końcem uniwersyteckich ferii do domu. Nim jednak dojechał do Wiednia, zaczął się już krytycznie na czyn swój zapatrywać. W Wiedniu przyszło mu na myśl, że zabawną ucieczką swoją utrudnia tylko położenie, gdyż prawdopodobnie żona jego, stęskniona po dłuższej nieobecności za domem i skłonna przeto do wyrównania wszystkich dawnych, bez dostatecznej przyczyny właściwie powstałych nieporozumień, będzie się czuła dotknięta, że go w domu nie zastaje i znów swoim zwyczajem zamknie się w sobie na długie może miesiące.