— A potem w kawiarni, co? Więc do widzenia.

— Nie. Wątpię, bardzo wątpię.

— Nie? Czyż? Na godzinkę, na małą godzinkę.

— Znam ja te twoje godzinki — zaśmiał się profesor. — Przeciągają się zwykle do rana.

— A choćby — to cóż? Życie jest takie głupie. Ale jedną naprawdę tylko króciutko... Tylko proszę flaszkę extra dry8. Tutaj nam dali słodkie, więc trzeba spłukać...


Butrymowa, widząc zbliżającego się męża, zwróciła się doń z tym samym powabnym uśmiechem, z którym rozmawiała z otaczającymi ją znów mężczyznami.

Profesor podawał niektórym z nich rękę, nie mając dotąd sposobności przywitać się z nimi.

— Czy chciałeś czego ode mnie? — zapytała go żona.

— Nie. Myślałem owszem, że ty mnie może potrzebujesz...