— Och Mietek, jakiś ty dobry!

Zmieszał się jak student.

— Zupełnie przypadkiem się tutaj znalazłem.

Stała już przy nim.

— Wszystko jedno, wszystko jedno! Dobrze, że jesteś! Tak chciałam, żebyś tu był w tej chwili. O, kwiaty! To dla mnie, prawda?

— Niespodzianym ruchem przygarnęła jego głowę ramieniem i pocałowała.

— Zośka, Zośka moja — szepnął, podnosząc jej ręce do ust.

— Chodź, siadaj. Tu blisko. Ładny jesteś i tak dzisiaj młodo wyglądasz... Tęskniłam za tobą. Tam w Monte Carlo może nie, ale dziś, tutaj...

Schwyciła go naraz za rękę i przymykając nieco oczy, szepnęła przez zaciśnięte zęby:

— Kochasz?