— Tak.
— Powiedz wyraźnie.
— Kocham, kocham...
— Mów mi to. Chcę słyszeć. Chcę, żeby mi się zdawało.
Urwała nagle w środku zdania.
— Co? Co ci się ma zdawać?
— Nic już, nic... Dobrze naprawdę, żeś przyjechał. Tak mi było smutno i taka się czułam opuszczona, samotna.
Oparta na jego ramieniu patrzyła spod opuszczonych powiek na złoty kościół, na pałac marmurowy, na morze. Ciche westchnienie wzniosło jej pierś.
Gondolier mówił: