— One, te wszystkie, które śpiewają, tańczą, dają się podziwiać, budzą zachwyt!
Przyszło mu na myśl, że mógłby jej w tej chwili opowiedzieć historię o „szczęściu” tych istot, znaną sobie dobrze i z niedawna, ale zamilkł przezornie. Ruszył tylko ramionami i po chwili rzekł dość obojętnie:
— Czy nie myślisz jednak, że to jest przykre, pokazywać się tak nago lub prawie nago przed publicznością?
— Dlaczego? — zapytała zupełnie szczerze.
— Jak to: dlaczego? Przecież...
— Przecież co? Widzisz, że nie wiesz co odpowiedzieć. Ja myślę owszem, że to jest bardzo, bardzo przyjemne.
— Teraz ja ciebie nie rozumiem.
— Naturalnie, bo ty w tej chwili pamiętasz wciąż o tym, że to mówię ja, twoja żona. Ale pomyśl: przecież ja jestem piękna. No powiedz, co? Jestem piękna?
Skinął głową.
— Wiesz o tym.