— Sławę... A przecież nikt całej myśli mojej nie zna, tak, jak nie znają piękności twojej ci, co patrzą na ciebie.

Powieki opadły jej z wolna do połowy źrenic, nieruchomie w niego wpatrzonych.

— Tak, piękny jesteś i ty, i młody zawsze, i mój... mój...

Zarumienił się nagle i spuścił oczy.

— Och! Zośka! A przecież tak strasznie głupi jestem w życiu, tak okropnie nie umiem sobie dać rady z tym, co mi jest najdroższe...

— Ze mną?

— Tak. Z tobą.

Przysunęła się doń nieznacznie i dotknęła ramieniem jego ramienia.

— Kochałeś kogo tak, jak mnie?

— Nie, nigdy nikogo.