— Ale w ogóle kochałeś się także, nim mnie poznałeś? No, powiedz! Przecież ja wiem.
— Po co pytasz? — mruknął z niesmakiem.
Jakiś nierozumny, złośliwy półśmiech przewinął się po jej wąskich wargach.
— Opowiedz, jak to było? W tej — jakże jej tam? — W tej malarce z Paryża, która później wyszła za mąż. Wiem, że miałeś z nią romans.
Zmarszczył brwi gwałtownie.
— Dziwnie niestosowną porę wybierasz na żądanie ode mnie zwierzeń doprawdy niesmacznych!
— A widzisz. Ja to przecież wiem i muszę to znieść. A gdybym tak ja była z kim miała romans, nim ciebie poznałam...
Na nowo rozpoczynające się przedstawienie uwolniło Butryma od odpowiedzi.
Na scenie przedstawiano zapaśników. W odróżnieniu od siłaczy, biorących zazwyczaj udział w regularnych zapasach, gdzie przeważnie siła sama, znaczna waga i nienaturalny rozrost mięśni górnej połowy ciała mają znaczenie, byli to przeważnie ludzie smukli, średniej wagi i niezmiernie harmonijnie zbudowani, o żelaznych, ale bynajmniej nie przesadnie rozwiniętych muskułach. Butrym, sam gimnastyk doskonały i sportowiec, ćwiczył się także niegdyś jako amator w lekkiej atletyce, z zajęciem też teraz przypatrywał się stojącym w rzędzie, nagim zapaśnikom. Skorzystał ze sposobności, aby przerwać przykrą rozmowę i począł dawać żonie niektóre objaśnienia, zawodów tego rodzaju się tyczące.
Na pierwszy ogień wystąpił niewielki Japończyk, o mięśniach gładkich, jakby warstwą podskórnego tłuszczu powleczonych. Za przeciwnika miał Francuza o jasnej czuprynie i dużych, niebieskich oczach, z chłopięcym niemal wyrazem twarzy. Zbliżali się do siebie z wolna, pochyleni, z łokciami przyciśniętymi do żeber, z wyciągniętymi przed siebie dłońmi. Patrzyli sobie w oczy...