Via! via! — krzyczano — przerwać walkę! Precz!

Sędzia powstał i obejrzał dokładnie zmagających się w straszliwej nieruchomości zapaśników. Rozłożył ręce bezradnie na znak, że to wszystko, co Belg robi, nie jest przepisami tej walki wykluczone. Bułgar wreszcie niesłychanym wysiłkiem zdołał się unieść i, obalając sobą w tył przeciwnika, uwolnić się z jego żelaznego uścisku. Radosne brawa i wołania rozległy się dokoła. Były jednak przedwczesne. Zagrożony zapaśnik nagle zatkał mu usta szeroką dłonią i dwoma wysuniętymi jej palcami nacisnął oczy. Gdy sędzia dostrzegł ten niedozwolony ruch, poskoczył błyskawicznie i całkiem ordynarnie trzepnął Belga w gębę. Zerwał się olbrzym i zamierzył się ściśniętą pięścią na sędziego. Ten jednak, we fraku swym zaledwie pod pachę nagiemu wielkoludowi sięgający, patrzył nań spokojnie z drwiącym uśmiechem...

Belg się opamiętał i spuścił rękę. Wiedział, że uderzeniem byłby sobie zamknął raz na zawsze możliwość występowania nadal gdziekolwiek w zapasach.

Walka rozpoczęła się na nowo, a gdy wreszcie po jakimś czasie Bułgar uległ, rozległy się, miast oklasków, krzyki i gwizdania pod adresem zwycięzcy. Ten pokazał publiczności język i wyszedł. Pokonanemu Bułgarowi urządzono owację.

— Chodźmy już — rzekła Butrymowa do męża, blada i drżąca. — To jest zbyt okropne, nie mogę patrzeć.

— Nie. Nie wychodź pod wrażeniem tej walki, bo cię będzie gnębić jej wspomnienie. Poczekaj jeszcze, teraz walczy przeciw amerykańskiemu negrowi76 Anglik Cherpillod, dotychczasowy szampion77 świata w tych zapasach. Zobaczysz walkę szlachetną i piękną, która cię nieco uspokoi. Cherpillod, zaufany w swym mistrzostwie, wyznaczył nagrodę tysiąca franków dla każdego, kto mu się potrafi dłużej, niż dziesięć minut opierać, a w tym Murzynie ma potężnego przeciwnika.

Zapaśnicy stali już na estradzie. Anglik wysoki, pięknie zbudowany, kościsty, z węzłami przecudnie rozwiniętych, a przecież nie spotworniałych mięśni, uśmiechał się przyjaźnie i jasno spod maleńkiego wąsa w przystojnej i inteligentnej twarzy. Stojący naprzeciw niego Murzyn jak z brązu odlany, patrzył na szampiona z mimowolną czcią na śmiesznej, trochę wystraszonej gębie.

Butrymową rozbawił od razu niezwykły kontrast tej pary.

— Przecież Murzyn kości mu połamie! Jest niewątpliwie dwa razy mocniejszy.

— Zobaczysz — odparł profesor.