I zobaczyła. Po kilkunastu sekundach przewaga Anglika była już niewątpliwie widoczna. Umiejętność jego i sztuka zapaśnicza po prostu zastanawiały. Po dwóch minutach znać było, że walczy już tylko z bezwładnym ciężarem ogromnego cielska murzyńskiego. A przecież ten negr, wytrzeszczający teraz oczy z niemym przerażeniem, był jednym z najlepszych, szeroko znanych i straszliwych zapaśników. Publiczność zaczynała się bawić.
— Forza, Caffe-latte, forza! Nonn avete paura!78 — krzyczano wesoło, biorąc asumpt79 z kawowej skóry murzyna.
Caffe-latte bronił się, jak mógł, i bronił się rzeczywiście nader dzielnie. Wreszcie Anglik chwycił go za nogi pod kolanami i uniósłszy go w górę, jakby watą był wypchany, zakręcił straszliwego młyńca. Murzyn rozstawił szeroko ręce, na darmo usiłując znaleźć dla nich punkt oparcia. Gruchnął na ziemię, przygnieciony do niej błyskawicznie na obie łopatki kolanem Anglika.
— Pięć minut i cztery sekundy — obwieścił sędzia.
— Bravo campione!80— wołano — poverino Caffe-latte81!
Teraz Butrym ujął żonę pod ramię.
— Pójdź. Są jeszcze dwie walki, ale nie będziemy na nie patrzeć. Lepiej wyjść teraz z uśmiechem na myśl o komicznej minie tego biednego „Kawy z mlekiem”.
— Nie rozumiem, jak ten Anglik mógł go zwyciężyć — mówiła pani Zośka, wychodząc.
— Pokonał go więcej mózgiem niż mięśniami, chociaż i te ma nadzwyczajne! Sztuka jego jest po prostu zdumiewająca, a przy tym nader szlachetna.
— Czyż myślisz, że i tego ohydnego Belga zdołałby powalić?