— Nie wiem. Przypuszczam. Chociaż w walce z tym brutalem prawdopodobnie i sam by wszelkich dozwolonych sposobów używał.

Butrym urwał, a potem dodał jakby do siebie:

— Szlachetność zbytnia w walce z nieprzebierającym w środkach przeciwnikiem gubi zazwyczaj bez ratunku.

Uśmiechnęła się nieznacznie i trochę lekceważąco.


W zacisznym pokoju starej oberży Cappello Nero przeciągając się na łóżku, mówiła Butrymowa do siedzącego obok męża:

— Nie będziemy dzisiaj spali przez całą noc.. Będziemy rozmawiali do samego rana. Chyba żebym ja już była bardzo, bardzo zmęczona... Wtedy zakołyszesz mnie do snu, pocałujesz mnie cichutko w oczy i będziesz tu siedział przy mnie, póki nie usnę.

Uśmiechnął się cicho.

— Dobrze, dziecino. Dopóki nie uśniesz.

— Tak. A teraz mów co do mnie... Tak mnie całowałeś, że mnie usta bolą. Opowiadaj mi teraz, jaką ładną, bardzo ładną bajkę.