— Znam tylko jedną — najładniejszą.
— Więc mów. Zaczyna się pewno tak: Była sobie raz taka biedna kobieta, której nikt naprawdę nie kochał...
— Nie. Inny początek. Było sobie raz dwoje bardzo biednych ludzi, którzy się kochali i mogli być ze sobą niesłychanie szczęśliwi, gdyby...
— Gdyby co?
— Gdyby nie byli oboje tak śmiesznie dziecinni. Grali ze sobą ciągle jakąś krwawą komedię nieporozumienia, jakby się wstydząc swojej miłości i nie chcąc szczęścia, które tak blisko, tak bardzo blisko się znajdowało. Nie chcieli po prostu uwierzyć, w to, że życie jest piękne i że przy dobrej woli wszystko w życiu może być ogromnie proste. Za dużo mówili o tym, co myślą i czują, zbyt często objawiali przelotny zły humor, miast nad nim panować, zanadto wagi przywiązywali do słów i do drobnostek, zamiast widzieć w sobie wzajemnie tylko to, co w nich było dobrego i jasnego...
— To wcale nie jest ładna bajka. To jest bardzo smutne, co mówisz.
— Ależ to dopiero początek, zaczynają, aby się skończyć wesoło. Otóż ci ludzie niemądrzy mieli i młodość, i zdrowie, i dużo radości życia w sobie, i w nie najgorszych znajdowali się stosunkach materialnych, a nade wszystko mieli ślicznego i bardzo ukochanego synka, lecz zamiast cieszyć się tym wszystkim, dręczyli się tylko przedziwnie i ustawicznie.
— Kto winien?
— Nikt nie był winien, Zośka. To było zupełnie głupie nieporozumienie i nic więcej. Musiało się też z czasem wyrównać. Nadszedł taki dzień, że dobra niewidzialna wróżką sprowadziła ich niby przypadkiem razem do cudownego, zaczarowanego miasta. Byli tam zupełnie sami wśród obcych sobie ludzi i przekonali się naraz, jak są sobie bliscy i drodzy, i jak im dobrze może być ze sobą. Zdawało mi się, że łuska im nagle spadła z oczu. Zaczęli się śmiać ze wszystkich dawnych nieporozumień. Zośka, tak serdecznie zaczęli się śmiać! I nie mówiąc nic o tym, postanowili sobie nadal nie utrudniać życia, lecz cieszyć się zawsze tym wszystkim, co ono im daje...
— Nie, nie! To wcale nie jest taka bajka, jaką się dzieciom do snu opowiada. Ja chcę takiej bajki w której przyjeżdża rycerz nieznany, na ślicznym, czarnym koniu... Młody rycerz, piękny i zakochany, i wyzwala królewnę, która dotąd była kopciuszkiem...