Rysy twarzy skrzywiły mu się boleśnie, ale zapanował nad sobą. Odparł ze śmiechem:
— Zośka, jakże ja ci taką bajkę opowiem? Nie umiem takiej bajki. A gdybym się nawet obawiał, że taka bajka może być, że się może zdarzyć kiedyś, tobym o niej mówił, lecz z zaciśniętymi zębami czekałbym jej nadejścia jak gromu...
Wysunęła rękę spod kołdry i dotknęła nią jego twarzy.
— Mietku, ty naprawdę tak myślisz?
— Wiem o tym — rzekł, cicho palce jej całując.
Naraz zaśmiała się głośno.
— Ha, ha, ha! Jakąż ty masz zabawnie tragiczną minę! Och, Boże!
Zmarszczył brwi mimo woli.
— Nie śmiej się.
— Jakże się nie mam śmiać, kiedy doprawdy! A wiesz, a propos rycerza z bajki... Poznałam tam w Monte Carlo młodego Hiszpana, o którym, zdaje się, pisałam ci nawet...