— O czym mówiłaś z księżną Hazarapelianową? — spytał, idąc obojętnie, aby przerwać milczenie.
— Jesteś dziwnie ciekawy. Nie mówiłam o niczym.
— Zdawało mi się, że byłaś zmieszana.
— Byłam zmieszana, bo zauważyłam, że patrzysz na mnie. Nie lubię, gdy mnie tak śledzisz wieczyście.
Przycisnął skrytym, porywczym ruchem jej dłoń, na ramieniu swym opartą.
— Zośka, Zośka! Patrzę na ciebie, bo cię kocham, bo mi się podobasz, bo jesteś moja!
— Cicho! Jeszcze kto posłyszy.
— To cóż?
— Nie lubię, gdy się tak ofiarujesz ze swoją miłością małżeńską. To jest śmieszne dla ludzi, a nawet i dla nas samych. Żyjemy już prawie siedem lat ze sobą.
— Z każdym dniem kocham cię więcej!