— Nic złego nie było!

— Naturalnie. Przyznam ci się wprawdzie, że prawie, prawie miałam ochotę puścić się z nim, po prostu dla spróbowania, jakby to wyglądało...

— Zośka!

— Nic się nie stało, nie bój się! Gdy mnie objął ramieniem i chciał pocałować, nagle ogarnął mnie taki niepojęty wstręt...

Butrym wstał i chodził dużymi krokami po pokoju.

— O cóż się ty dąsasz, Mietku? Chodź, siadaj tutaj z powrotem. Opowiem ci...

— Dość mi już opowiedziałaś.

Ruszyła niechętnie ramionami.

— To jest naprawdę zbyt głupie, że ja zawsze zapominam, iż z tobą jak z przyjacielem mówić nie można.

— Jak z przyjacielem! Wiesz, że cię kocham.