Bergerowa, młoda, przystojna i nader ruchliwa wdówka, mówiła przez drogę do pani Zośki:
— Ty masz męża po prostu nadzwyczajnego! Przecież to sława europejska, a taki naturalny i miły! A jak doskonale w tym stroju narciarskim wygląda!
Butrymowa uśmiechnęła się z zadowoleniem i obejrzała się przelotnie poza siebie, gdzie widać było wdali profesora, wjeżdżającego właśnie na leśną drogę. Na białym tle śniegu rzeczywiście smukła postać jego wyglądała młodzieńczo i zgrabnie. Pod samym lasem na moment zatrzymał się i odwrócił. Schwycił wzrok żony, przesłał jej przyjazny ruch ręką i wjechał w las po zaczynającej się tu właśnie pochyłości.
— Kocha cię — szepnęła Bergerowa.
Pani Zośka zaczerwieniła się gwałtownie.
— Och! Tyle już lat żyjemy ze sobą...
— Nie udawaj, że ci na nim nie zależy, bo ci go za karę zacznę bałamucić!
— Ależ proszę cię, proszę, moja droga! Będę bardzo rada patrzyć, jak się to będzie odbywać!
— Ej, nie wywołuj wilka z lasu, bo jeśli nie ja, to może inna...
— Na inną nie spędzajmy — wmieszał się Śniegocki żartobliwie — niech już pani sama ten dobry zamiar wykona, a ja tymczasem zacznę „robić oko” do pani profesorowej.