— Pan?
— A naturalnie! Cóż mi brakuje? — jestem przystojny, młody...
— Łysy — dodała Butrymowa.
— Och! Ugodziła mnie pani w piętę achillesową, którą wbrew wszelkim zasadom fizjologii noszę na głowie! Zresztą profesorowi już także czupryna dobrze „prześwietla”.
— Ogłasza się konkurs na młodzieńca z bujnym poszyciem! — krzyczała Bergerowa.
— Śmiejąc się, żartując, schodzili w dół ku Kuźnicom. Ponieważ droga była stroma, więc odpięte z nóg narty trzeba było nieść na plecach: Pani Zośka wkrótce oddała swoje Śniegockiemu.
— Niech pan dźwiga!
— I moje! I moje! — zawołała Bergerowa, pakując na biednego docenta trzecią parę nart.
— A gdzież równouprawnienie? — krzyczał z komicznym przerażeniem — ja dźwigać mam wszystko, a panie idą sobie swobodnie. Wszak panie obie ciągle głosicie równość płci...
— Mój panie — rzekła Butrymowa — równość płci, to znaczy, że my mamy mieć te same prawa, co wy, oraz przywileje, które miałyśmy dotychczas. Wtenczas tylko, jako słabsze fizycznie, będziemy z wami zrównane.